RSS
piątek, 31 grudnia 2010
Andrea Ranocchia - czyli jak przebojem wspiąć się na szczyt?

Andrea Ranocchia nie jest jeszcze wprawdzie zawodnikiem Interu, ale oficjalny komunikat potwierdzający przyjście Włocha do najlepszej klubowej drużyny świata 2010 roku, jest kwestią czasu. W tym artykule mam zamiar przybliżyć wszystkim postać tego jakże utalentowanego stopera, dla którego transfer do Mediolanu może okazać się momentem kulminacyjnym jego kariery.

Pierwsze kroki...

Andrea urodził się 16 lutego 1988 roku w religijnym mieście o nazwie Asyż, położonym na południowy wschód od Perugii. Pierwszym klubem młodziutkiego defensora była właśnie rodzinna Perugia, gdzie Włoch stawiał pierwsze kroki w profesjonalnym futbolu. Następnym przystankiem w karierze uczącego się zawodnika stało się Arezzo, w którym to miał okazję występować pierwotnie w zespołach juniorskich, by po jakimś czasie wylądować w Primaverze, a niedługo potem w pierwszym zespole.

Arezzo i transfer do Genoi

W grającym wówczas na poziomie Serie B, zespole Amaranto, ciągle zbierający doświadczenie Ranocchia zagrał 56 spotkań i zdobył jedną bramkę. Po spadku do Serie C, pełnoletni już obrońca został zauważony przez scoutów ekipy z Genoi, która po udanym sezonie na zapleczu ligi włoskiej, zdołała awansować do upragnionej Serie A. Po szybko sfinalizowanej transakcji, ówczesny reprezentant Italii do lat 21 został odesłany na dwuletnie wypożyczenie do drugoligowego Bari, w celu dalszej nauki realiów włoskiego futbolu. Od momentu gry dla nowego klubu, Ranocchia regularnie pojawiał się w pierwszej jedenastce ekipy ze stadionu San Nicola. Bilans meczów Włocha podczas pierwszego sezonu pobytu w Bari wyniósł 19 spotkań, w których raz udało mu się umieścić piłkę w siatce rywali. Ponadto jego tymczasowy zespół wywalczył upragniony awans do najwyższej klasy rozgrywkowej w Italii, co mogło stanowić powód do dumy dla zawodnika, przed którym dalsze sukcesy stoją dużym otworem. Kolejny sezon w barwach Bari, Andrea zaczynał już w Serie A. Utalentowany stoper tym razem już od samego startu nowych rozgrywek wskoczył do składu Giampiero Ventury. Wszystko układało się po myśli etatowego młodzieżowego reprezentanta Azzurrich aż do momentu, gdy w trakcie meczu z Fiorentiną, Ranocchia nabawił się groźnej kontuzji naderwania więzadeł krzyżowych w prawym kolanie. Uraz ten okazał się na tyle poważny, że zmusił jedną z największych nadziei włoskiej piłki do przerwy z futbolem na okres sześciu miesięcy, czyli do końca sezonu.

Powrót na Luigi Ferrais

Po przejściu długiej, lecz owocnej rehabilitacji, Genoa zadecydowała, że nie zdecyduje się na kolejne już odesłanie dobrze zbudowanego obrońcy do innego zespołu, lecz ten pozostanie w ekipie Rossoblu. W lecie tego roku doszło międzyczasie do pierwszych rozmów między prezesami Genoi i Interu, których tematem był młody defensor. Negocjacje w sprawie współwłasności karty zawodniczej 22 - latka odniosły oczekiwany przez Inter skutek. Ranocchia miał dokończyć obecny sezon w barwach zespołu z północno-zachodniej części kraju, by 1 lipca 2011 roku zostać pełnoprawnym zawodnikiem Mistrzów Włoch. Dodatkowo w odwrotną stronę w ramach rozliczenia powędrował najlepszy strzelec Primavery Nerazzurrich, w osobie Matii Destro, również na mocy wypożyczenia. Wraz z rozpoczęciem rozgrywek ligi włoskiej, stoper mógł liczyć na uznanie przez trenera Gasperiniego. Grywająca zazwyczaj trzema stoperami Genoa widziała w tym graczu spore wzmocnienie dla drużyny. Nikt z kibiców Rossoblu nie spodziewał się wcześniej, że 22 - letni środkowy obrońca będzie otrzymywał tak dużą ilość szans, zważywszy iż podczas letniego mercato do 9 ekipy poprzedniego sezonu we Włoszech trafili tak solidni i uznani obrońcy jak: Kaładze, Chico czy Rafinha. Rzeczywistość pokazała, jednak że to Ranocchia partnerował zazwyczaj Dario Dainelliemu i Domenico Criscito. Regularne występy na tym szczeblu, zaowocowały powołaniem od Cesare Prandelli'ego do dorosłej kadry Italii. Pierwszy występ w drużynie narodowej utalentowany defensor zaliczył w towarzyskim spotkaniu z Rumunią, gdzie padł remis 1:1.

Nieoczekiwany zwrot akcji, transfer do Interu

Ciężka kontuzja czołowego stopera w zespole Klubowych Mistrzów Świata, Waltera Samuela (nie zagra do końca sezonu) spowodowała, że działacze Nerazzurrich musieli jak najszybciej rozpocząć poszukiwania zastępcy Argentyńczyka. Najlepszym kandydatem do wzmocnienia linii defensywy miał być pierwotnie imiennik Ranocchii, Andrea Barzagli z Wolfsburga. Głównie dzięki swojemu wieloletniemu doświadczeniu zebranemu z gry we Włoszech, a od 2008 roku w Niemczech. Później Brede Hangeland, Emiliano Moretti, Domenico Criscito... można by tak długo wymieniać. Plany uległy zmianie, gdy Massimo Moratti przypomniał sobie o ciągle młodym piłkarzu Genoi. Kluby niedługo potem wszczęły długie i żmudne negocjacje. Ostatecznie sprawa jego przyjścia do Interu miała pozytywny finisz. Massimo Moratti za drugą połowę karty byłego piłkarza Arezzo zapłacił 12 milionów euro. Tym samym, dzięki porozumieniu obu stron jeszcze przed rozpoczęciem zimowego okna transferowego, 22 - latek uważany za wielki talent mógł wznowić treningi z nowym pracodawcą już w ubiegłą środę.

Prandelli chwali. Nowy etatowy reprezentant Włoch?

Kiedy przejście Ranocchi na Giuseppe Meazza zostało potwierdzone (nieoficjalnie) przez obydwa zespoły, głos oprócz wielu ekspertów, bardzo szybko zabrał selekcjoner Squadra Azzurra - Cesare Prandelli. Były boss Fiorentiny stwierdził, iż nowy Interista zrobił na nim niemałe wrażenie, podczas pierwszego zgrupowania, na które powołany został  "nowy" Alessandro Nesta, jak to miał zdążyć nazwać go, dużo starszy rodak Marco Materazzi. Czy bajkowa kariera, jaką wróży się naszemu bohaterowi może się spełnić? Ja osobiście życzę mu tego z całego serca.

19:20, daniinter
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 grudnia 2010
Przez remisy aż po mistrza?

Czy można powiedzieć, że pierwsza połowa sezonu jest jakoś niezwykle udana dla podopiecznych Sir Alexa Fergusona? Można i nie można. Można, ponieważ z jednej strony zespół nie przegrał jeszcze meczu w tym sezonie i pewnie przewodzi w angielskiej Premier League. Z drugiej Diabły straciły w obecnych rozgrywkach punkty z klubami, które ściśle rzecz ujmując nie należą do czołówki. Czy uda im się zakończyć rozgrywki triumfem?

Jeden z najbardziej utytułowanych angielskich klubów bardzo dobrze rozpoczął bieżący sezon. Wysokie wygrane z Newcastle i West Hamem (obie 3-0) miały pozwolić drużynie na szybkie złapanie wiatru w żagle. Nie, nie pomiędzy był jeszcze remis... I właśnie tak wyglądała prawie cała pierwsza połówka sezonu na Wyspach ze strony zespołu z Manchesteru. Każde kolejne zwycięstwo u siebie, przeplatane było remisem, głównie na wyjazdach, choć niekiedy i na własnym terenie. Ale nie remisem po nudnej i brzydkiej dla oka grze. Wręcz przeciwnie... Chłopcy pod wodzą najlepszego trenera na świecie kontrolowali zazwyczaj swoich rywali przez większość spotkania, wygrywając przeważnie przewagą gola lub dwóch. Co więc się stało, że nie udawało im się dotrzymać prowadzenia do końca ów meczów? W czym tkwi problem? W ogóle czy problem istnieje zważywszy, iż Manchester oprócz Porto i Kopenhagi jest klubem, który nie przegrał jeszcze w Europie?

Zazdrościć czy współczuć?

10 zwycięstw, 8 remisów, 0 porażek... tak właśnie prezentuje się bilans 18 - krotnych Mistrzów Anglii w obecnym sezonie na boiskach ligowych. Z pozoru nie wygląda to najlepiej, ale czy na pewno?

Czerwone Diabły po 18 kolejkach znajdują się na samym szczycie tabeli, mając na swoim koncie 38 punktów. Tyle samo oczek, lecz dwa pojedynki więcej rozegrane ma rywal zza między, Manchester City. Miejsce niżej plasuje się natomiast Arsenal, którego to dorobek punktowy wynosi 35. Póki co reszta stawki (4-20) jak na razie nie zagraża Fergusonowi i spółce. Chcąc dalej rozkoszować się pierwszą lokatą, drużyna na czele ze szkockim trenerem musi rozpracować co stoi za stratą bramek w samych końcówkach spotkań, gdy te wydają się wygrane. Zbytnie rozluźnienie? Trudno powiedzieć. Trzeba śmiało stwierdzić, że dalsze straty punktów mogą kosztować ekipę z Old Trafford "oddania tronu" na rzecz Obywateli, bądź Kanonierów, które już liczą na kolejne potknięcia United.

Wina trenera czy obrońców?

Zostając przy temacie tych przeklętych, nieoczekiwanych strat goli pod sam koniec spotkań. W końcu trzeba zrzucić na kogoś winę za taki, a nie inny, nagły zwrot wydarzeń... Czy winowajcą jest Sir Alex, przez wprowadzanie na boisko w drugiej połowie złych graczy? Czy też defensywa drużyny Glazerów? Ja sam nie znam odpowiedzi na to pytanie, aczkolwiek obie strony mają w tym poniekąd swój udział. Przypomnijmy może pojedynek z Evertonem, gdzie przy prowadzeniu 3-1, Diabły potrafiły stracić dwa trafienia w doliczonym czasie gry. Obie bramki padły tylko i wyłącznie z fatalnej postawy defensorów, którzy to przy kontrach The Toffees wpadli w totalne osłupienie, pozostawiając najpierw Cahillowi, a później Artecie wolne pozycje strzeleckie. A czemu winny jest Ferguson, o ile w ogóle można go o coś posądzać? Jedyną rzeczą, do której można, a nawet trzeba się przyczepić są niektóre niekonwencjonalne zmiany dokonywane przez Szkota, w momencie gdy wynik meczu ciągle nie jest przesądzony. O ile do wejścia na plac gry na przykład Fletchera czy Andersona nie mogę się przyczepić, to do Gibsona już tak. Jego największym i jedynym atutem są strzały z dystansu. Tutaj niekiedy Irlandczykowi należą się nawet owacje na stojąco, gdyż muszę otwarcie przyznać niektóre uderzenia 23 - latka są tak ładne, iż czasami bardziej znani starsi koledzy z Old Trafford mogą mu ich pozazdrościć. Ale czy one same wystarczą? Z mojej strony, gdybym to ja miał możliwość kierowania drużyną, Gibson dostawałby oczywiście szansę gry, ale nie, kiedy losy spotkania nie są rozstrzygnięte, lecz w meczach: Pucharu Anglii, Pucharu ligi, również Chapions League i mógłby występować nawet w Premier League, ale wówczas United musiałoby prowadzić co najmniej 2:0 i kontrolować losy spotkania, by ten mógł pojawić się na boisku... i w ten sposób ja pokierowałbym jego karierą, dopóki ten nie podszkoli się w innych ważnych aspektach potrzebnych do grania w tak wielkim klubie. Oczywiście młody pomocnik czasami, po otrzymaniu szansy od początku czy też z ławki, potrafi się odwdzięczyć piękną bramką, ale zadajmy sobie jedno pytanie. Czy pomocnikowi grającemu w jednej z najlepszych drużyn Europy wypada zdobywać, ciągle jedne i niby piękne, lecz te same gole? Dobry strzał to ważna cecha dobrego środkowego pomocnika, ale równie cenne są ponadto m.in. przegląd pola, rozgrywanie piłki. Właśnie tymi cechami solidny pomocnik powinien umieć dysponować. Ale zejdźmy może z tematu Gibsona. To w końcu, która strona jest winna?

Niepokonani nowymi mistrzami?

Do ciekawych ekspertyz doszli natomiast dziennikarze brytyjskiego "The Telegraph", którzy wyliczyli, że gracze Manchesteru United zostali siódmym angielskim zespołem, nie zaznającym goryczy porażki przez pierwszą część sezonu w Premier League. Co ciekawe również tylko jedna z siedmiu ekip, nie zdołała ostatecznie sięgnąć po tytuł mistrzowski. Przez remisy aż po mistrza?

10:30, daniinter
Link Dodaj komentarz »
środa, 29 grudnia 2010
Czy w styczniu czeka nas transferowy hit?

Wraz z początkiem stycznia ponownie rusza transferowe okienko w Europie. Wszystkie zespoły będą mogły od nowa kupować i sprzedawać zawodników. Czy wielkie kluby sięgną głębiej do portfela?



Anglia:

Na Wyspach Brytyjskich najwięcej spekulacji transferowych krąży jak zwykle wokół bogatego Manchesteru City. Arabscy szejkowie nie mogą narzekać na brak gotówki i z miłą chęcią zafundują sobie kolejną "gwiazdkę" do kompletu. Celem numer jeden na zimę będzie pozyskanie klasowego środkowego napastnika. Prasa w Anglii najgłośniej rozpisuje się o zakupie Edina Dzeko z Wolfsburga, którego zażyczył sobie podobno trener The Citizens, Roberto Mancini. Innym ciekawym pomysłem pojawiającym się w mediach jest pozyskanie Fernando Torresa z Liverpoolu. W drugim przypadku to chyba jednak prasa jest głównym pomysłodawcą całej informacji, chociaż znając bogatych szejków, wszystko wydaje się możliwe.

Wielki powrót na angielskie stadiony?

Inny bardziej utytułowany zespół z Manchesteru, Man United nie zamierza może wydawać w styczniu równie ogromnych funduszy na nowych piłkarzy, co ich odwieczni rywale. Nie należy spodziewać się też zbyt wielu wzmocnień. Sir Alex Ferguson wielokrotnie podkreślał bowiem, że nie zakupi zimą nikogo. Brytyjskie dzienniki są innego zdania. Popularny trener podobno planuje pozyskać jednego piłkarza... francuskiego pomocnika Realu, Lassane Diarre, dla którego ewentualny powrót do Anglii nie byłby przejściem na obczyznę. Reprezentant "Les Bleus" grał kilka lat wcześniej w: Chelsea, Arsenalu i Portsmouth, z którego to trafił do ekipy Królewskich. Diabły chcąc ściągnąć do siebie 25 - latka muszą liczyć się z wydatkiem około 13 milionów €.

Lekarstwo na kłopoty Chelsea?

Drużyna The Blues przechodzi trudne chwile. Po znakomitym rozpoczęciu sezonu w Premier League, nadszedł duży kryzys formy, przez który Londyńczycy nie potrafią wygrać w tych rozgrywkach od sześciu spotkań. Manager Chelsea chciałby jak najszybciej przerwać fatalną serię swojego zespołu. Korzystając z możliwości ponownego kupowania, Włoch z pewnością zechce zainwestować trochę pieniędzy na nowych graczy. Jednym z takich ma być Andy Carroll, grający na co dzień w zespole Newcastle. Młody, 21 - letni snajper przechodzi obecnie przez znakomity sezon, strzelając bramki jak na zawołanie. Ma ich na koncie już 11, plasując tym samym się na trzeciej pozycji w klasyfikacji strzelców ligi. Gracz Srok jest wyceniany na około 15 milionów funtów.

Co słychać w mieście Beatlesów?

Kolejnym klubem mającym plany na styczniowe okienko jest Fc Liverpool. The Reds ciągle nie mogą wyjść z tarapatów i do drużyny z chociażby dwóch sezonów wcześniej brakuje im jeszcze sporo. Roy Hodson, czyli coach zespołu z Anfield chce jak najszybciej wykaraskać się na szczyt tabeli, a żeby tak się stało musi ponownie poprosić zarząd o inwestycje. Na szczycie listy życzeń Hodsona widnieją nazwiska: Oli Toivonena, Amauriego, Luisa Suareza. Ten ostatni ponoć rozpoczął nawet negocjacje z Czerwonymi. Wkrótce powinniśmy przekonać się o finale całej sprawy.


Włochy:

Wraz z przyjściem nowego trenera, coraz więcej ciekawych spekulacji pojawia się na temat Interu Mediolan. Po zakontraktowaniu obiecującego Ranocchi, Leonardo i spółka już obgadują następne, ewentualne transakcje. Były boss Ac Milanu bardzo chciałby, aby dla klubu ze stolicy Lombardii zgodził się grać Ricardo Kaka. Z tego powodu właściciel Nerazzurrich udał się nawet do Madrytu, w celu wszczęcia rozmów. Wstępnie w grę wejść ma półroczne wypożyczenie z opcją pierwokupu. 41 - letni Brazylijczyk dodatkowo ciągle liczy na angaż Alexisa Sancheza z Udinese. Wydaje się on jednak coraz mniej realny, gdyż prezydent Bianconerich zapowiedział, iż w styczniu nikt nie opuści jego drużyny.

A co słychać u rywali zza między? Rossoneri po zakontraktowaniu "niesfornego" Cassano z Sampdorii nie mają w planach wydawania pieniędzy podczas tego mercato. Po drugiej części Mediolanu głośniej jest o prawdopodobnym odejściu Ronaldinho, ale to nie jest tematem mojego wpisu.

Amauri out, Dzeko in?

Juventus Turyn również nie zamierza kupować zbyt wielu zawodników w zimie. Najgłośniej jednak mówi się o sprowadzeniu dodatkowego napastnika do klubu, w razie możliwego odejścia Amauriego. Kandydatem numer 1 ma stać się wówczas gwiazdor Wolfsburga, Edin Dzeko, o którego Włosi mieliby stoczyć bój z Manchesterem City. Pomimo posiadania mniejszych pieniędzy, to Bianconeri są faworytem w wyścigu o podpis Bośniaka. Sam zainteresowany pytany o możliwość gry we Włoszech i Anglii wybiera tą pierwszą opcję. Czy szykuje nam się transferowy hit?

 

Hiszpania:

Zacznijmy może od Realu, gdzie jak co pół roku wraz z początkiem okna w dużym stopniu narasta ilość plotek łączących różnych graczy z przenosinami do Madrytu. Po tym jak trener Jose Mourinho zażyczył sobie zakup napastnika, w prasie zaczęło aż huczeć "kto miałby zasilić klub ze Santiago Bernabeu? Rozpoczynając na Milito, a kończąc na Llorente, dzień w dzień rozpisywano się "kto?". W końcu pojawiła się informacja jakoby to Zlatan Ibrahimovic był tym, który w styczniu powróci do Hiszpanii, by znów grać pod nadzorem charyzmatycznego trenera. Czy jest w tym chociaż trochę prawdy? Raczej nie, ponieważ dzień, w którym w hiszpańskich mediach pojawiła się owa informacja, jest w tym kraju dniem Świętych Niewiniątek, czyli podobnym do Prima Aprilis w Polsce.

A Barca? Wygląda na to, że ekipa Pepa Guardioli po zapewnieniu sobie usług Ibrahima Afellaya, nie przeprowadzi więcej wzmocnień.

Skoro pozostajemy przy Hiszpanii to warte uwagi są poczynania transferowe broniącej się przed spadkiem Malagi. Los Boquerones w lecie bieżącego roku zmienili właścicieli na niezwykle bogatych katarskich szejków. Od początku ich panowania w klubie nastały spore zmiany. Przyjście trenera Pellegriniego i wielu ciekawych zawodników, stały się głośne w całej Europie. Teraz po pierwszej połowie sezonu można śmiało stwierdzić, iż nie spełniły one wcześniejszych oczekiwań. Szefostwo, ani myśli poprzestać, co pokazały zatrudnienia m.in: Martina Demichelisa oraz Enzo Maresci w ostatnim czasie. Następni w kolejce są: Ignacio Camacho, Sergio Asenjo (obaj Atletico), Reto Ziegler (Sampdoria) i Julio Baptista (Roma).

13:21, daniinter
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 grudnia 2010
SC Braga - mission impossible?

Już w lutym poznański Lech zmierzy się z portugalską Bragą. Czy gracze Kolejorza mają szansę na awans do 1/8?

 

Kiedy kilka tygodni temu w szwajcarskim Nyonie rozlosowywano pary 1/16 finału Ligi Europejskiej, zdania ekspertów były podobne. Większość z nich twierdziła, że po wyjściu z tak trudnej grupy i dobrych meczach z Manchesterem City i Juventusem, podopieczni trenera Jose Mari Bakero są w stanie pokonać Portugalczyków, którzy dla przypomnienia odpadli w tej fazie rozgrywek na poziomie Ligi Mistrzów, gdzie za przeciwników mieli równie utytułowane kluby, takie jak Szachtar i Arsenal. Zawodnicy Domingosa Paciency do samego końca walczyli o awans z ekipą Kanonierów, jednak to ostatecznie bardziej znani Anglicy znaleźli się w dalszej fazie.

Obydwóm klubom tak dobrze nie idzie już w rodzimych ligach. Poznaniacy od początku sezonu, jakby całą swoją siłę skupiali na grze w europejskich rozgrywkach, pozostawiając Ekstraklasę na boku. Na dzień dzisiejszy polski zespół plasuje się na 11 pozycji, z niewielką stratą punktową do czołówki. Goście z Bragi natomiast znajdują się na ten moment 4 oczka wyżej od drużyny Lecha, zajmując 7 miejsce w Lidze Sagres, również z małą stratą do czołówki, lecz większą do lidera i wicelidera, bowiem rywale Lecha tracą do pierwszego Porto aż 18 punktów, co wydaje się prawie niemożliwe do odrobienia, zważywszy na świetną formę klubu z Estadio do Dragao.

Chcąc mieć ciągle równe szanse na awans, zespół Kolejorza nie może popełnić największego błędu polskich drużyn, które po osiągnięciu sukcesu (czyt. mistrzostwa Polski) sprzedają za bezcen kluczowych zawodników w drużynie, skreślając tym samym jakiekolwiek szanse na przejście swojego przeciwnika. Lech licząc się z takim obrotem sprawy, nie powinien dopuścić do odejścia graczy typu: Peszko, Stilic, Krivets, Rudnevs, Wojtkowiak (tego ostatniego akurat dałoby się przeboleć, mając w zanadrzu takich profesjonalistów jak: Arboleda, Djurdjevic, którzy z pewnością załataliby środek obrony po jego ewentualnym odejściu). Pozostała czwórka z mojej strony i pewnie szerszej społeczności sympatyków Lecha decyduje obecnie o sile Poznaniaków i transfer jednego z nich okazałby się dużą stratą dla całego zespołu.

Trzeba się jednak chyba powoli liczyć z odejściem Sławka Peszki, o którego mocno zabiega niemiecka Kolonia. Patrząc obiektywnie co oprócz większych zarobków i gry na dużo lepszym poziomie, dałyby przenosiny do drużyny Łukasza Podolskiego? Walka o utrzymanie? W sumie to Lech sam musi sprzedać swojego asa, jeśli chce jeszcze zarobić za niego trochę gotówki. Ale czy dla samego zawodnika nie lepiej byłoby dograć ten sezon do końca i powalczyć z najlepszymi w Lidze Europy, by po sezonie opuścić klub na rzecz na przykład Hamburga czy Wolfsburga?

Ponadto drużyna broniąca honoru polskiej piłki nie może tak zwanie "sępić" i zacząć się wzmacniać, by przede wszystkim w razie pozostania najlepszych w zespole powiększyć ławkę rezerwowych, która jak na jedną z największych drużyn w Polsce jest niezwykle wąska. Ale powiększyć tą "ławkę" nie piłkarzami typu Ślusarski, czyli wypalonymi w każdym stopniu, lecz takimi, którzy w razie konieczności są w stanie wnieść coś pozytywnego do zespołu. W zimie prawdopodobnie z klubu odejdzie Joel Tshimbamba, czyli jedyny poważny zmiennik Rudnevsa w ekipie Kolejorza. Czy sam Ślusarski da radę grać, gdy ewentualnego urazu nabawi się Łotysz? Jakoś w to nie wierzę. Tutaj potrzeba poważnych graczy. Dlaczego nie można znów poszukać na Bałkanach? W 1, 2 lidze polskiej? Przykłady Stilica i Lewandowskiego powinny pokazać, że te tereny to wylęgarnia nieprzeciętnych talentów. No, ale cóż ja mogę tutaj zrobić? Trzeba zdać się na intuicję włodarzy i scoutów "Dumy Wielkopolski", a ewentualne transfery pokażą czy klub przemyślał je w odpowiedni sposób.

10:28, daniinter
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 26 grudnia 2010
Leonardo... Czy lepszy od Beniteza?

Słowa i przepowiednie wielu ekspertów na całym świecie stały się faktem. Nowym trenerem Interu Mediolan po zwolnionym przed kilkoma dniami Rafą Benitezem został... Leonardo. Młody szkoleniowiec, który w karierze trenerskiej prowadził ledwie jeden klub. I to kogo!? Odwiecznego rywala Nerazzurrich - Ac Milan. Czy okaże się trafnym wyborem?

 

Rafa Benitez, czyli były już trener Interu rozpoczął pracę z klubem 8 czerwca bieżącego roku, kiedy to włoskie media poinformowały o wyborze Hiszpana na stanowisko trenera pierwszej drużyny. Od początku pracy 50 - latka w mediolańskim klubie nie działo się najlepiej. Pierwszą wpadkę Mistrzowie Europy na ławce z Benitezem zaliczyli już w Superpucharze Europy, kiedy to po słabej grze nie zdołali sprostać Atletico Madryt. Wcześniej udało się jednak sięgnąć po Superpuchar rodzimych rozgrywek, czyli Superpuchar Włoch pokonując pewnie AS Romę. Później było już tylko gorzej. Słabe występy w Serie A oraz Lidze Mistrzów sprawiły, iż były manager Liverpoolu znalazł się na włosku. Posadę zdołał uratować jednak w meczu Champions League z Twente, gdzie Mediolańczycy pokonali Holendrów skromnie 1:0. Następna przeprawa, która zadecydowała o niezdymisjonowaniu Rafy czekała Nerazzurrich już trzy dni później, kiedy to za rywala Nerazzurri mięli FC Parmę. Świetna dyspozycja Dejana Stankovica przyćmiła nawet katastrofalne błędy w obronie Mistrzów Europy. Niespodziewana wygrana aż 5-2 miała być lekarstwem na wcześniejsze potknięcia Interu... Rzeczywistość okazała się inna, gdyż już w rozegranym tydzień później starciu z Lazio, Interiści ulegli wysoko, bo aż 3-1... Mijały dni, tygodnie, kiedy w końcu przyszło pojechać na Klubowe Mistrzostwa Świata do Abu Zabi. Łatwa wygrana w pierwszym meczu z Koreańczykami i równie prosta finałowa z Mazembe sprawiły, iż Rafa Benitez postanowił skrytykować zarząd oraz postawić ultimatum w postaci czterech nowych piłkarzy w styczniu, albo dymisja. Tak, tak dalsze losy zna chyba prawie każdy.

Po odejściu "ulubieńca kibiców" pojawiły się głośne spekulacje, kto go zastąpi? Bardzo szybko zaczęto mówić właśnie o Leonardo, później o Dundze, a nawet o powrocie... Jose Mourinho, ale to pierwsze informacje okazały się prawdą i to były trener Milanu, a wcześniej świetny piłkarz również m.in. Rossonerich został mianowany na tę funkcję.

Patrząc na osiągnięcia obu panów można, a nawet trzeba śmiało stwierdzić, że to Benitez przy 41 - letnim Brazylijczyku może poszczycić się mianem tzw. profesora futbolu. Triumfy w m.in.: Pucharze Anglii, Tarczy Dobroczynności, Champions League, Klubowych Mistrzostwach Świata nie można porównać oczywiście do wyczynów młodego coacha, którego owocem pracy w Milanie była 3 pozycja w lidze. Tu jednak należy pochwalić "Leo", ponieważ kadra Milanu w zeszłym sezonie nie należała do najmocniejszych, a pomimo tego udało mu się powalczyć o jak najlepszą lokatę. Dlaczego został zwolniony? Otóż głównym powodem takiego, a nie innego rozwiązania był ostry konflikt z Silvio Berlusconim, który dla dobra obu stron postanowił pożegnać byłego reprezentanta Canarinhos.

Jak wszyscy dobrze wiemy, jedną z głównych przyczyn wielu kontuzji w zespole Nerazzurrich była "szydercza" praca graczy na siłowni. Benitez wraz z przyjściem zapowiedział, że przywiąże do tego ogromną wagę. Do czego to doprowadziło? Urazy najlepszych zawodników, spowodowały, iż w większości spotkań pod wodzą Hiszpana, Inter musiał z konieczności wystawiać młodych graczy Primavery i przesiadających przez dłuższy okres czasu na ławce do pierwszej jedenastki, co skutkowało takimi, a nie innymi wynikami. Oczywiście młokosy prezentowały nawet niezły poziom, lecz brak ogrania w ważnych meczach o stawkę dał końcowy rezultat. Starsi zawodnicy też nie pokazali się z aż tak fatalnej strony. No może poza Materazzim, który lepiej niech dyryguje drużyną z ławki, tak jak to wyglądało w zeszłym sezonie.

Wracając do tej piekielnej siłowni, Leonardo zdążył zapowiedzieć, iż większą wagę przywiązywać będzie do ćwiczeń i panowania nad piłką, co powinno ucieszyć większości sympatyków Klubowych Mistrzów Świata.

Moje odczucie na temat Beniteza jest jeszcze takie, iż wydaje mi się, że Hiszpanowi brakowało w Interze rodaków, z którymi mógłby znaleźć wspólny język. Tak jak to wyglądało w jego pracy na Anfield, gdzie miał do dyspozycji: Reinę, Torresa, Arbeloę oraz Xabiego Alonso. Na szczęście nowy trener nie będzie miał już takiego problemu, gdyż jak wiemy na Giuseppe Meazza występują tacy piłkarze jak: Cesar, Maicon, Lucio, Coutinho, Motta. Leonardo nie powinien, więc narzekać na aklimatyzację w nowym otoczeniu.

Nam nie pozostaje nic innego jak poczekać na drugą część sezonu, by przekonać się czy Inter pod wodzą Leonardo wyjdzie z kryzysu. Czy tak się stanie? Zobaczymy...

21:44, daniinter
Link Dodaj komentarz »
     > > Napisz do mnie < <