RSS
piątek, 14 stycznia 2011
Turcja coraz ciekawszym rozwiązaniem?

Okno transferowe w pełni. W całej Europie wielkie, jak i te mniejsze kluby wzmacniają się i osłabiają. Interesująco robi się także w Turcji, gdzie jak do tej pory odnotowano kilka ciekawych transferów.

Portugalska kolonia w Besiktasie

Nie Fenerbahce, nie Galatasaray, lecz Besiktas zdecydował się na większy zimowy wydatek. Przedsezonowe aspiracje na tytuł mistrzowski nie odzwierciedlały postawy zawodników na boisku. Przynajmniej niektórych, bowiem działaczom, jak i klubowi spodobała się gra zakontraktowanego latem Ricardo Quaresmy. Na tyle, że Ci zechcieli namówić do występów w barwach Czarnych Orłów kilku jego rodaków, grających w solidnych europejskich markach. I udało im się. Do drużyny zdążyli trafić: Simao Sabrosa (Atletico), Manuel Fernandes (Valencia) i Hugo Almeida (Werder). Żaden z tej trójki nie zalicza się do średniaków, lecz do dobrych graczy. Co więc skłoniło ich do przeprowadzki do Stambułu? Pieniądze? Warunki atmosferyczne? Moim zdaniem obydwa z tych czynników miały spory udział w wyborze nowego zespołu przez wyżej wymienionych Portugalczyków. Obecnie tureckie zespoły nie należą do najbiedniejszych. Co o tym świadczy? Po pierwsze żaden z trenerów pokroju Bernda Schustera, czy Franka Rijkaarda nie zdecydowaliby się na pracę w biednej drużynie. Obaj przecież mieli okazję pracować w Barcelonie czy Realu. Klimat również musiał mieć swój udział przy wyborze nowego pracodawcy. Przecież rosyjskie zespoły władają o wiele większą kasą niż te tureckie, a spoglądając na kadry tychże ekip, może poza Zenitem wyglądają podobnie, bądź nawet gorzej od tych mających siedzibę w Azji Mniejszej. Ciepła i zdecydowanie lepsza do gry w piłkę pogoda sprawia, że przykładowo Argentyńczyk lub Urugwajczyk, mając wybór odejścia do Rosji i Turcji, decyduje się na odejście do tureckiej drużyny. Nie wliczam w to Serbów, Polaków ani Bułgarów itp., ponieważ jak wiadomo temperatury w tych krajach są przecież porównywalne i różnica dla jednego z drugim w razie odejścia jest niewielka.

Polskie akcenty

W styczniu jak wiadomo na transfer w końcu zdecydowali się bracia Brożkowie. Obaj niczym "papużki nierozłączki" znów wybrali ten sam kierunek. Nowym pracodawcą bliźniaków okazał się lider Super Ligi, a mianowicie Trabzonspor. Ulubieńcy kibiców z pod Wawelu podpisali umowy na 2,5 roku, dołączając tym samym do Arkadiusza Głowackiego, który na ten sam krok zdecydował się pół roku wcześniej. Bracia nie mają łatwego zadania, gdyż za konkurentów do miejsca w składzie mieć będą takie postacie jak Tayfun Kora, czy też Umula Buluta. Większe szanse na pierwszą jedenastkę wydaje się mieć napastnik Paweł, jednak niektóre przypadki pokazywały iż to ten niefaworyzowany wskakiwał do składu i miejsca już nie oddawał. O losie braci powinniśmy się przekonać w drugiej części sezonu. Razem z tą dwójką krakowski klub opuścił także bramkarz Mariusz Pawełek, który zasilił Konyaspor. 29 - latek nie będzie czuł się samotny, gdyż innym Polakiem zmieniającym polski zespół na turecki jest Marcin Robak. Napastnik znany z występów w Koronie i Widzewie również trafił do Konyasporu, wiążąc się z nowym pracodawcą 3,5 letnią umową. Transfer do Turcji wydawał się ostatnią szansę dla 28 - letniego napastnika do zmiany otoczenia. Może i Marcin mógłby odejść w lecie z Widzewa, jednak niekoniecznie nie na aż wysokie salony jak na niego. Nikt mu niczego nie zarzuca, lecz wiek 28 - lat nie rzuca na kolana, zważywszy iż w po całym globie aż roi się od talentów. Taka szansa prawdopodobnie by się już nie powtórzyła, dlatego też uważam ten krok za bardzo dobre posunięcie. Teraz trzeba trzymać kciuki za tego zawodnika i życzyć mu wszystkiego najlepszego. Kamil Grosicki z Jagielloni także poszedł w ślady starszych kolegów. Jednak on w odróżnieniu od wcześniej wspomnianych miał już przygodę z europejską piłką. Był on graczem Fc Sion, gdzie kompletnie się mu nie powiodło. Teraz gdy nadarzyła się okazja i zyskał trochę cennego bagażu doświadczeń postanowił znów wyjechać, lecz tym razem do Sivassporu, piętnastego zespołu tureckiej Super Ligi. W tym przypadku z wiekiem nie ma najmniejszego problemu. Nawet jeśli Grosikowi ponownie nie powiedzie się za granicą, chociaż życzę mu sukcesów z całego serca, może wciąż liczyć na angaż w polskiej ekstraklasie, lub nawet w jeszcze innym kraju.

Z PSV do Kayserisporu

Ponawiając temat ciekawych transakcji, warte uwagi są ponadto przenosiny niejakiego Nordina Amrabata z holenderskiego PSV do zespołu z kraju czterech mórz - Kayserisporu. Zawodnik rodem z Maroka nie mógł liczyć na regularne występy w barwach teamu z Philips Stadion, dlatego postanowił opuścić holenderski klub i związać się z nowym pracodawcą czteroletnim kontraktem. Wielkim zwolennikiem tego transferu był szkoleniowiec tureckiej drużyny - Szota Arveladze, który poszukiwał kreatywnego ofensywnego pomocnika. Amrabat rozegrał 54 spotkania w barwach PSV, wcześniej reprezentował VVV-Venlo.

Głośno mówi się o odejściu Manuela Almunii z Arsenalu do jednego z tamtejszych "gigantów". W ostatnich dniach pojawiły się także spekulacje na temat przetransferowania Milana Jovanovica z Liverpoolu do liderującego Trabzonu. Czy w styczniu będziemy świadkami kolejnych interesujących transferów właśnie w tym kierunku?

18:46, daniinter
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 stycznia 2011
Inter górą, stratny Milan

Inter Mediolan pokonał w wyjazdowym spotkaniu Catanię Calcio 2:1. Wynik powinien cieszyć, zważywszy iż Rossazzurri od początku sezonu bardzo dobrze radzą sobie na własnym terenie. O tej samej porze grał też Milan, który podejmował na San Siro graczy z Udine. Mecz zakończył się kanonadą strzelecką dla obydwu stron, a w ostatecznych rozrachunku gospodarze, jak i goście strzelali po 4 razy.

 

Mecz z Catanią był drugim już pod wodzą nowego trenera Leonardo. Spoglądając kilka chwil przed rozpoczęciem spotkania, wiedziałem iż nie będzie ono łatwe. Podopieczni Marco Giampaolo na własnym terenie wygrali bowiem pięć spotkań, trzy zremisowali i jedno przegrali. Moje wcześniejsze domysły stały się faktem. Inter nie pokazywał niczego nadzwyczajnego, obdarowując gospodarzy w sytuacje strzeleckie. Jedną z takich Catania zamieniła na bramkę w 71 minucie, gdy niewykorzystaną okazję Maxiego Lopeza dobił Gomez. Szczerze mówiąc po tym co widziałem traciłem nadzieję na korzystny rezultat, który wydawał się potrzebny jak manna z nieba przy ewentualnej porażce Rossonerich. Moje nadzieje odżyły, kiedy po podaniu Stankovica, wyrównał Esteban Cambiasso. Po pięciu minutach wpadł i drugi gol. Piękne dośrodkowanie Maicona, ponownie wykorzystał Cuchu, który uderzeniem z główki pokonał Mariano Andujara. Pięknie, ładnie... ale zaraz, zaraz został jeszcze Milan. Uruchamiam Livescore, szukam Serie A, 3:3. Nie jest źle, zawsze to jakaś strata. Po jakimś czasie ponownie szukam wyniku... 3:4!! German Denis. W tym momencie byłem pewny, że Udine nie da sobie wyrwać z rąk trzech punktów, ale przypuszczenia te były błędne. Zlatan Ibrahimovic, zamienił asystę Cassano na arcy-ważne trafienie, dające końcowy remis Rossonerim.

Mogło być lepiej, ale cóż. Jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. Nie duża strata dla Milanu, lecz nie zapominajmy o dwóch zaległych spotkaniach Nerazzurrich. Jeśli obydwa zaległe mecze zamienią się w zwycięstwa, to Inter przybliży się do Milanu na pięć punktów. Palermo, Roma, czy Lazio też nie zachwyciły w tej kolejce. Późnym wieczorem ktoś z dwójki: Juve - Napoli również straci, chyba że będzie remis, który byłby chyba najodpowiedniejszy dla Nerazzurrich.

Tak czy owak trzeba wygrywać. Limit porażek został wykorzystany za kadencji Beniteza, teraz musi być tylko lepiej. Niepokoi mnie trochę dyspozycja napastników, którą w dużym stopniu nadrabiają pomocnicy. Dziwi mnie fakt, iż zespół po zakontraktowaniu Ranocchi nie chce zakupić w zimie już żadnego zawodnika. W szczególności właśnie snajpera, który mógłby dać Interowi więcej rozwiązań taktycznych w linii ataku oraz nadrobić słabszą formę pozostałych. No, ale cóż może działacze z Brancą na czele zmienią zdanie po dzisiejszym meczu? Przekonamy się niebawem.

17:48, daniinter
Link Dodaj komentarz »
sobota, 08 stycznia 2011
Tajemnica sukcesu Porto

Chyba pierwszego lepszego, zwykłego kibica, przeglądającego od czasu do czasu wyniki i rozkład tabeli w trochę słabszych ligach nie zdziwiłoby pierwsze miejsce Fc Porto w portugalskiej Superlidze. Smoki przecież w samej ostatniej dekadzie zdobywały tytuł mistrza aż sześciokrotnie. Dopiero ten sezon przyniósł od samego początku kompletną dominację nad resztą stawki. W czym tkwi tajemnica sukcesu 24 - krotnych triumfatorów Ligi Sagres?

 

Nowy sezon, nowy trener

Kiedy w maju 2010 roku, klub z Estadio do Dragao poinformował o zwolnieniu Jesualdo Ferreiry z funkcji trenera, mało kto wróżył zespołowi znalezienie lepszego kandydata na jego miejsce. Wraz z początkiem czerwca zarząd zdecydował się na podpisanie umowy z mało znanym wówczas Andre Villasem Boasem. O 33 - letnim trenerze wiadomo było tylko tyle, że w zeszłym sezonie utrzymał Academicę w pierwszej lidze. Z czasem zagorzali, jak i mniej zagorzali fani Smoków odkryli więcej szczegółów o młodym szkoleniowcu. Jedną z nich był fakt, iż ten nigdy nie był piłkarzem. Drugą, znacznie ciekawszą informacją była wieść o jego pracy z samym Jose Mourinho, najpierw w Chelsea, a potem w Interze.

Transfery

Mimo usilnych starań drużynę dosyć szybko opuściło kilka wiodących postaci. Do najważniejszych należy zaliczyć chociażby Bruno Alvesa czy też Raula Meirelesa. Działacze nie zamierzali jednak oszczędzać zarobionych pieniędzy. Z uzbieranych 35 milionów, klub wydał na nowe zakupy aż 29, trzymając się w pełni dotychczasowej polityki kupowania młodych i utalentowanych zawodników. Tym sposobem na Dragao trafili m.in. Walter, Joao Moutinho, Nicolas Otamendi, Souza, James Rodriguez, a nawet Paweł Kieszek. Większość z wymienionych szybko wpasowało się w zespół w późniejszym okresie. Zakupiony ze Sportingu  - Moutinho okazał się następcą dla Meirelesa, zaś Otamendi godnie zastąpił Bruno Alvesa.

Debiut i seria zwycięstw Boasa

Po pracowitym okresie przygotowawczym nastał w końcu "Dzień Sądu" dla młodego trenera. Miał on bowiem zadebiutować w meczu o Superpuchar Portugalii, z Benficą Lizbona. Piłkarze As Aguias znaleźli się tam wygrywając Ligę Sagres, zaś Dragoes Puchar. Szanse były wyrównane, ponieważ nie wiadomo było czego spodziewać się po obydwu zespołach. Wszystko miało wyjaśnić się na boisku i się wyjaśniło. Porto po efektownej grze pokonało ekipę z Lizbony 2:0, wprawiając kibiców w zachwyt. Później było już tylko lepiej. Sześć zwycięstw z rzędu, remis, kolejne cztery wygrane, w tym 5:0 nad Benficą, remis i dwa ponowne triumfy. Dokładnie 12-2-0 i pewne pierwsze miejsce. Całej drużynie należą się duże brawa, a szczególnie trenerowi, który swoją postawą przypomina samego Jose Mourinho. Czy to praca razem z charyzmatycznym menadżerem nauczyła go umiejętnie panować nad zespołem? Być może, ale warto zaznaczyć, iż The Special One nie zaczynał swojej przygody trenerskiej od takiego Happy Endu. Czyżby szykował nam się kolejny wielki portugalski "dowódca"? Dowiemy się najpóźniej za kilka lat.

Zabójczy atak

Ważną układanką w ekipie Porto jest przede wszystkim linia ataku. Zespół grywa przeważnie trójką z przodu. Barcelona ma: Messiego, Villę i Pedro. Tak tutaj są: Varela, Falcao i Hulk. Wszyscy potrafią często stanowić o sile Smoków. Każdy jest bramkostrzelny, umie w trudnych momentach przejąć na siebie ciężar gry. Oczywiście nie można porównywać ich do graczy Dumy Katalonii, lecz w przyszłości, kto wie? Razem po czternastu kolejkach mają na koncie już 26 bramek, gdy cały klub zdobył ich łącznie 32. Pokazuje to jaką rolę odgrywają oni w ekipie 33 - letniego Villasa Boasa.

Często mówi się, o narodzinach nowej gwiazdy w świecie futbolu. W tym przypadku patrząc na wiek Boasa, należy mówić o narodzeniu nowej ważnej postaci wśród trenerów. Czy w tym przypadku czeka nas ponowne Deja Vu? Posada Carlo Ancelottiego w Chelsea jest zagrożona, a wielki Jose do Londynu przywędrował właśnie z Estadio do Dragao. Więc może i na obecnego "dyrygenta" FCP czeka ciepła posada w ekipie The Blues? Jednak jeżeli teraz nie dojdzie do ewentualnej przeprowadzki utalentowanego menadżera to ja osobiście jestem pewien, że takowa nastąpi po zakończeniu bieżących rozgrywek.

11:50, daniinter
Link Komentarze (1) »
czwartek, 06 stycznia 2011
O Milanie słów kilka

Letnie transfery uczyniły ich pierwszą drużyną w Serie A. Pozwoliły w dużej mierze awansować do dalszej fazy Champions League oraz wreszcie ucieszyły sympatyków zespołu, jak to nie miało miejsca od kilku dobrych lat. O kim mowa? Oczywiście o Associazione Calcio Milan. Zapraszam do lektury.

Nowa era. Czy rzeczywiście lepsza?

Pierwszym wzmocnieniem miał okazać się trener Massimiliano Allegri. 43 - letni szkoleniowiec z niezbyt bogatą karierą trenerską, trafił do Milanu z Cagliari, gdzie cieszył się z pracy dwa lata. Jednak jeszcze w lipcu zeszłego roku chyba nikt z najwierniejszych kibiców Rossonerich nie spodziewał się jakiegoś nadzwyczajnego Mercato w wykonaniu Berlusconiego i spółki. Okienko nie rozpoczęło się niczym szczególnym, poza zakontraktowaniem Yepesa, a kilkanaście dni później Papastathopulosa. Prawdziwy szum nastał dopiero pod sam koniec letniego Mercato, gdy zarząd oficjalnie poinformował o wypożyczeniu szwedzkiego asa Zlatana Ibrahimovica z Barcelony. Powrót 29 - latka do Mediolanu wprawił w zachwyt sympatyków Milanu, którzy pomimo czarno - niebieskiej przeszłości Ibry i słabszego sezonu w Barcy, świętowali jego przyjście niczym... i tu nie boję się stwierdzić triumf w rozgrywkach Ligi Mistrzów. Dokładnie tak to wyglądało. Ale to nie był jeszcze koniec. Dwa dni później ogłoszono równie głośny transfer. Robinho. Niechciany w Manchesterze City Brazylijczyk również nie mógł narzekać na swoje powitanie na San Siro. Tłumy widzów zgromadzonych na lotnisku przywitało nowego Milanistę oklaskami oraz miłymi przyśpiewkami w jego kierunku. Włoscy dziennikarze po przeanalizowaniu letniego okienka w wykonaniu Rossonerich, doszli do wniosku iż okazało się one najlepsze od paru lat w ich wykonaniu. Większość z graczy szybko potwierdziło tę ekspertyzę, z miejsca stając się ważnymi ogniwami pierwszej jedenastki. Zlatan też nie zawiódł. Rosły snajper bardzo szybko zaczął decydować o sile Diavolo, strzelając sporo cennych bramek w ważnych meczach dla drużyny. Tym samym Ibra z dnia na dzień stawał się coraz większym ulubieńcem kibiców z San Siro. Na ten moment Zlatan zdobył 9 bramek w Serie A, zaś nieco młodszy brazylijski kolega, ma ich 6.

Dobry atak, słaba obrona

29 - 13 - Tak prezentuje statystyka bramkowa podopiecznych Allegriego po 17 spotkaniach ligowych. Bilans z pozoru wygląda nie najgorzej. Nie od dziś wiadomo, jednak komu należą się największe zasługi, za taką, a nie inną sytuację. Formacji ataku, której to nawet najlepsze kluby świata mogą pozazdrościć Silvio Berlusconiemu. Ibrahimovic, Inzaghi, Pato, Robinho i pozyskany kilka dni temu Cassano to prawdziwi profesjonaliści. Wyżej wymienieni strzelili łącznie 23 gole w obecnych rozgrywkach ligi włoskiej. To pokazuje kto decyduje o obliczu Milanu i jak wyglądała by ich sytuacja, gdyby w zespole brakowało tak klasowych atakujących. Jak wyglądają pozostałe formacje? Niestety już nie tak dobrze. Linia pomocy, poza wypożyczeniem Prince'a Boatenga z Genoi nie zmieniła się wiele od tej z zeszłego sezonu. Według mnie to nie za dobre posunięcie. Pirlo, Gattuso i Ambrosini nie będą w końcu wieczni. Z wiekiem u piłkarzy dochodzi do częstszych urazów. Tak jest i w tym przypadku, bowiem każdy z nich stracił w tym sezonie kilka spotkań, przez niegroźną, aczkolwiek uciążliwą kontuzję. W razie nagłej, przymusowej pauzy któregoś z trójki, w obwodzie pozostają: Flamini, Strasser, Merkel i właśnie Boateng, więc nie jakieś megagwiazdy pokroju Messiego, lecz dwóch średniaków i młodzi nieograni juniorzy. Nie wliczam tu Ronaldinho, gdyż ten na dniach prawdopodobnie zmieni drużynę.  A jak z defensywą? Patrząc okiem zwykłego kibica nie wygląda ona najciekawiej. Leczący się Nesta, nie grający przez rok Onyewu, kontuzjogenni: Zambrotta, Jankulovski i Yepes, niedoświadczony Montelongo oraz Bonera, Silva, Antonini i Papasthatopulos. Tak oto prezentuje się mur obronny pierwszego zespołu w Serie A. Krótko mówiąc ilość nie zawsze równa się jakość. Chyba każdy klub z pierwszej dziesiątki może się poszczycić takim, a nawet lepszym blokiem obronnym. Słabszą defensywę Milaniści nadrabiają znakomitym atakiem. Ale jest początek stycznia, zimowe mercato w pełni, więc być może i Milan zakontraktuje solidnego stopera. Przekonamy się niebawem.

Co za dużo to niezdrowo?

Owszem, Ac Milan posiada obecnie w kadrze świetnych snajperów, znakomitych egzekutorów, ale i także rozkapryszonych gwiazdorów... Zlatan Ibrahimovic, Antonio Cassano i Robinho potrafią niekiedy przechylić szalę zwycięstwa na korzyść swej drużyny. Każdy także może mieć nie najlepszy dzień. Podstawowym ustawieniem Rossonerich jest zazwyczaj 4-3-1-2. Mając w zespole również znakomitego Pato, przynajmniej jeden musi ustąpić miejsca w jedenastce. A, że wszyscy trzej nie boją się mówić tego co myślą, praktycznie pierwsze lepsze nieporozumienie może przerodzić się w ostry konflikt. Z całym szacunkiem dla trenera, ale moim okiem brakuje mu jeszcze trochę doświadczenia, by poradzić sobie z charakterami tychże "osobników". Ehh... a tu jeszcze mówi się o transferze Balotelliego. Obecny Milan ma szansę zawojować piłkarską Europę, ale tylko jeśli któremuś z nich nie zacznie się zmiana toku rozumowania. W przeciwnym razie "arrivederci". Dla mnie osobiście, to ciągle wielka tykająca bomba, której daty i godziny wybuchu nie zna nikt.

16:00, daniinter
Link Dodaj komentarz »
piątek, 31 grudnia 2010
Andrea Ranocchia - czyli jak przebojem wspiąć się na szczyt?

Andrea Ranocchia nie jest jeszcze wprawdzie zawodnikiem Interu, ale oficjalny komunikat potwierdzający przyjście Włocha do najlepszej klubowej drużyny świata 2010 roku, jest kwestią czasu. W tym artykule mam zamiar przybliżyć wszystkim postać tego jakże utalentowanego stopera, dla którego transfer do Mediolanu może okazać się momentem kulminacyjnym jego kariery.

Pierwsze kroki...

Andrea urodził się 16 lutego 1988 roku w religijnym mieście o nazwie Asyż, położonym na południowy wschód od Perugii. Pierwszym klubem młodziutkiego defensora była właśnie rodzinna Perugia, gdzie Włoch stawiał pierwsze kroki w profesjonalnym futbolu. Następnym przystankiem w karierze uczącego się zawodnika stało się Arezzo, w którym to miał okazję występować pierwotnie w zespołach juniorskich, by po jakimś czasie wylądować w Primaverze, a niedługo potem w pierwszym zespole.

Arezzo i transfer do Genoi

W grającym wówczas na poziomie Serie B, zespole Amaranto, ciągle zbierający doświadczenie Ranocchia zagrał 56 spotkań i zdobył jedną bramkę. Po spadku do Serie C, pełnoletni już obrońca został zauważony przez scoutów ekipy z Genoi, która po udanym sezonie na zapleczu ligi włoskiej, zdołała awansować do upragnionej Serie A. Po szybko sfinalizowanej transakcji, ówczesny reprezentant Italii do lat 21 został odesłany na dwuletnie wypożyczenie do drugoligowego Bari, w celu dalszej nauki realiów włoskiego futbolu. Od momentu gry dla nowego klubu, Ranocchia regularnie pojawiał się w pierwszej jedenastce ekipy ze stadionu San Nicola. Bilans meczów Włocha podczas pierwszego sezonu pobytu w Bari wyniósł 19 spotkań, w których raz udało mu się umieścić piłkę w siatce rywali. Ponadto jego tymczasowy zespół wywalczył upragniony awans do najwyższej klasy rozgrywkowej w Italii, co mogło stanowić powód do dumy dla zawodnika, przed którym dalsze sukcesy stoją dużym otworem. Kolejny sezon w barwach Bari, Andrea zaczynał już w Serie A. Utalentowany stoper tym razem już od samego startu nowych rozgrywek wskoczył do składu Giampiero Ventury. Wszystko układało się po myśli etatowego młodzieżowego reprezentanta Azzurrich aż do momentu, gdy w trakcie meczu z Fiorentiną, Ranocchia nabawił się groźnej kontuzji naderwania więzadeł krzyżowych w prawym kolanie. Uraz ten okazał się na tyle poważny, że zmusił jedną z największych nadziei włoskiej piłki do przerwy z futbolem na okres sześciu miesięcy, czyli do końca sezonu.

Powrót na Luigi Ferrais

Po przejściu długiej, lecz owocnej rehabilitacji, Genoa zadecydowała, że nie zdecyduje się na kolejne już odesłanie dobrze zbudowanego obrońcy do innego zespołu, lecz ten pozostanie w ekipie Rossoblu. W lecie tego roku doszło międzyczasie do pierwszych rozmów między prezesami Genoi i Interu, których tematem był młody defensor. Negocjacje w sprawie współwłasności karty zawodniczej 22 - latka odniosły oczekiwany przez Inter skutek. Ranocchia miał dokończyć obecny sezon w barwach zespołu z północno-zachodniej części kraju, by 1 lipca 2011 roku zostać pełnoprawnym zawodnikiem Mistrzów Włoch. Dodatkowo w odwrotną stronę w ramach rozliczenia powędrował najlepszy strzelec Primavery Nerazzurrich, w osobie Matii Destro, również na mocy wypożyczenia. Wraz z rozpoczęciem rozgrywek ligi włoskiej, stoper mógł liczyć na uznanie przez trenera Gasperiniego. Grywająca zazwyczaj trzema stoperami Genoa widziała w tym graczu spore wzmocnienie dla drużyny. Nikt z kibiców Rossoblu nie spodziewał się wcześniej, że 22 - letni środkowy obrońca będzie otrzymywał tak dużą ilość szans, zważywszy iż podczas letniego mercato do 9 ekipy poprzedniego sezonu we Włoszech trafili tak solidni i uznani obrońcy jak: Kaładze, Chico czy Rafinha. Rzeczywistość pokazała, jednak że to Ranocchia partnerował zazwyczaj Dario Dainelliemu i Domenico Criscito. Regularne występy na tym szczeblu, zaowocowały powołaniem od Cesare Prandelli'ego do dorosłej kadry Italii. Pierwszy występ w drużynie narodowej utalentowany defensor zaliczył w towarzyskim spotkaniu z Rumunią, gdzie padł remis 1:1.

Nieoczekiwany zwrot akcji, transfer do Interu

Ciężka kontuzja czołowego stopera w zespole Klubowych Mistrzów Świata, Waltera Samuela (nie zagra do końca sezonu) spowodowała, że działacze Nerazzurrich musieli jak najszybciej rozpocząć poszukiwania zastępcy Argentyńczyka. Najlepszym kandydatem do wzmocnienia linii defensywy miał być pierwotnie imiennik Ranocchii, Andrea Barzagli z Wolfsburga. Głównie dzięki swojemu wieloletniemu doświadczeniu zebranemu z gry we Włoszech, a od 2008 roku w Niemczech. Później Brede Hangeland, Emiliano Moretti, Domenico Criscito... można by tak długo wymieniać. Plany uległy zmianie, gdy Massimo Moratti przypomniał sobie o ciągle młodym piłkarzu Genoi. Kluby niedługo potem wszczęły długie i żmudne negocjacje. Ostatecznie sprawa jego przyjścia do Interu miała pozytywny finisz. Massimo Moratti za drugą połowę karty byłego piłkarza Arezzo zapłacił 12 milionów euro. Tym samym, dzięki porozumieniu obu stron jeszcze przed rozpoczęciem zimowego okna transferowego, 22 - latek uważany za wielki talent mógł wznowić treningi z nowym pracodawcą już w ubiegłą środę.

Prandelli chwali. Nowy etatowy reprezentant Włoch?

Kiedy przejście Ranocchi na Giuseppe Meazza zostało potwierdzone (nieoficjalnie) przez obydwa zespoły, głos oprócz wielu ekspertów, bardzo szybko zabrał selekcjoner Squadra Azzurra - Cesare Prandelli. Były boss Fiorentiny stwierdził, iż nowy Interista zrobił na nim niemałe wrażenie, podczas pierwszego zgrupowania, na które powołany został  "nowy" Alessandro Nesta, jak to miał zdążyć nazwać go, dużo starszy rodak Marco Materazzi. Czy bajkowa kariera, jaką wróży się naszemu bohaterowi może się spełnić? Ja osobiście życzę mu tego z całego serca.

19:20, daniinter
Link Dodaj komentarz »
     > > Napisz do mnie < <